|
Blog > Komentarze do wpisu
Kino molarnego niespokoju
Ostatnio wchłaniam, a pisanie jakoś nie teges. Aż tak mi widocznie żółcią na żołądku nie zalega, żebym wyrwał z siebie gniewy, złości, niepokoje, gdyż, wiadomo, z cierpienia rodzi się sztuka. Z tego względu należy się modlić, by się Dodzie w życiu układało, bo jak ją ból serca ogarnie to spuści nam taki dźwiękowy łomot, że Behomoth przy tym To Hello Kitty. Jak by się kto zastanawiał, co ja bredzę, to wyjaśniam, że nabieram rozpędu. Taka technika. Jeszcze nie zdecydowałem, o czym dzisiaj, ale trzeba sypać słowami, sypać, sypać i potem z rozpędu jebudu! Jest wpis. Dobra. Jechane.
To filmy będą moralnego niepokoju i pokrewne, trzy zaległe. 1. Wczoraj byłem na Nine. Jest to mjuzikal, a z tym gatunkiem mam taki problem, że wystepuje w nim mjuzyka mjuzikalowa. Czyli "Dziewątka" takoż właściwie fajna, gdybyż tylko nie śpiewali. Może z wyjątkiem kawałka wykonywanego przez Kate Hudson, któren to bardziej wykopytny był. Drugi frasunek taki, że 8,5 Felliniego nie widziałem, a jest to wariacja na temat. Może zresztą i lepiej, bo nie muszę porównywac, a porównanie to mogłoby zniechęcić. W każdym razie otoczony seksi niewiastami reżyser cierpi niemoc twórczą oraz życiową i się zmaga. Skoro o seksi mowa, to ku mojemu zaskoczeniu najlepiej z tym w drugiej piosence Cotillard, a nie u Penelopy albo Nikoli. Wyciągam wniosek, że to z tej przyczyny, że ona więcej wygląda jak człowiek, a nie stwór z laboratorium kręcenia libido, więc jak się nagle udrapieżnia to ajwaj. Mężczyzna u steru to Daniel Day-Lewis, co ma ten dziwaczny skutek, że od tych wszystkich seksi dam jest w stanie odwrócić uwagę. Daniel się nie myli, skurkowaniec. Jedno co mnie tylko zastanawia, czemu włoski bohater z rosyjskim akcentem mówi. Zasatanawia mnie też, a propos tego "włoskiego" akcentu, z którym wszyscy mówią, czy film coś mówi również o słonecznej Italii (Szpaku forever). Bo chyba był zamiar, a ja, nieobeznany, mam wrażenie, że to może mówić o micie z daleka stworzonym. 2. Papierowy żołnierz też ma na czele gentlemana, który całym wyrazem swej twarzy cierpi, też się zmaga profesjonalnie, przez co za nim niewiasty biegają, przez co się zmaga osobiście, co nie bez wpływu jest na życie zawodowe i ad infinitum, albo przynajmniej do napisów końcowych. Taki zbieg okoliczności. Cierpią też wszyscy wokół, przechadzają się, wypowiadają po dwa zdania, znikają, watki poboczne latają jak komary w Giżycku. Musiałbym to obejrzec z 15 razy i tu zagwozdka: czy bym wtedy zobaczył dużo nowego, czy raczej odkrył, że to zakręcenie pustkę przekazu ukrywa przed nie dość artystą? Poważnie mnie to trapi. Gdyż różnie może być, gdy film, jak to mówią, zmusza do myślenia. A, ten to rosyjski i dzieje się za Gagarina. 3. Co ty wieszo Elly to z kolei irański kawałek. Nagradzany, bodajże w Berlinie. Fabuła taka, że jadą znajomi na wycieczkę weekendową, z nimi jedna gość (to nie literówka, uprawiam feminizm), po czym ona znika. To jest pretekst do stadium charakterów i wypływania tajemnic na wierzch. Też się rozważa irańską socjologię. Wszystko fajnie, wszystko wiem, co miało być. Jeno że nie wyszło. Raczej my sie wynudzili z koleżanką Spidergirl. Było to nieprofesjonalnie zrobione, co się głównie chyba bierze z niedofinansowania. Było to teatralnie zagrane. Problemów multum, a żadne do końca nie wciągnął. Myślałem, że to taki seans na egzotykę. Pomyliłem się, bo teraz wchodzi do normalnej dystrybucji, a recenzenci w "Filmie" dają mu same 4 i 5. Chyba im domniemaną prawdę o Persach prezentuje i to ich zachwyca. Ja jednak sprzyjam opinii pana Radka i mówię, że film to nie rokenrol, wykonanie musi być profesjonalne, a nie że śnieg styropianowy. Co ja zresztą wiem o kinie?
Czy wiesz, że: pierwszy sprzęt do paintballa to były farmerskie strzelaki do znaczenia bydła? Western żyje. A ile w Tobie z wieśniaka? Cytat numeru: Nie znaleziono żadnych wyników wyszukiwania dla hasła "kurs szybkiej medytacji". środa, 27 stycznia 2010, janyugo
TrackBack
Komentarze
Gość: tonantzin, nat-20.ghnet.pl
2010/01/27 23:53:01
No właśnie. Bo musical to trzeba lubić jako gatunek, wtedy jest największa frajda. I oglądać najlepiej ze względu na warstwę wizualną (nie chodzi mi rzecz jasna o wielkie musicale w stylu "Hair", "Kabaretu" czy "Oklahomy" - która swoją drogą jest już rzeczą dla twardzieli, ale bardziej o takie "Chicago", "All that jazz", czy właśnie "Nine") albo ciesząc się absurdem jak w "Producentach".
2010/01/28 00:29:29
właśnie, właśnie.
bo w "nine" powinni, albo mówić po włosku i troszkę bardziej zadbać o realia, albo przenieść akcję do los angeles. a w "co ty wiesz o elly" to ani nie ma tak wiele o życiu i ludziach w iranie, ani nie są też tak dobrze pokazane relacje/ reakcje/ dramaty... chociaż i tak to wiele wyżej niż filmy puszczane w irańskich autobusach, które można zrozumieć nie znająć perskiego, tak wyrazista jest w nich mimika, gestykulacja aktorów, i tak "uniwersalne" dylematy i historie ;-) "papierowy żołnierz" też się zgodzę, że troszkę za bardzo się snuje rozdarty i przydługie nie wiadomo co i dlaczego, chociaż generalnie ostatnio bardzo bardzo ruskie filmy, nawet takie stare z lat 80, doceniam :-) 2010/01/28 14:32:09
a w ten weekend wchodzi nowy JARMUSCH, tiruriru... :-)) zapowiada się genialnie :-)
2010/01/29 16:12:05
Jak się lubi, to niewątpliwie jest frajda :) Tylko czy muzykę, czy gatunek? Bo ja Hair czy JCS cenię.
Nowy Jarmush, Lourdes - ponoć świetne, oraz Book of Eli, chyba szlagier w kategorii CPL Dobry czas dla kinomana
Gość: tonantzin, nat-20.ghnet.pl
2010/01/29 17:12:19
gatunek właśnie i wszystko, co jego konwencja ze sobą niesie, a więc cały eklektyzm. ja musicale oglądam głównie ze względu na ich poetykę. treść nie jest sprawą kluczową, bardziej nazwiska twórców. może to głupie podejście, ale i tak nie znoszę osławionego "Upiora w operze" ;)
Gość: , abis224.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/30 13:35:03
jakie nazwiska twórców na przykład? tak z ciekawości. zgadzam się, że treść jest zwykle dość schematyczna w musicalach i że nie o to chodzi. ale ja je również właściwie lubię - tnz. generalnie, bo np. "hair" to w ogóle kocham, "wszyscy mówię kocham cię" uważam za jeden ze słabszych filmów allena, a "kabaret" albo "all that jazz" to po prostu dobre filmy :-)
Gość: tonantzin, nat-20.ghnet.pl
2010/01/30 16:50:26
spośród muzyków i twórców librett to przede wszystkim Stephen Sondheim, George i Ira Gershwin, Leonard Bernstein, Jerome Kern, Cy Coleman, Oscar Hammerstein II, Cole Porter; natomiast choreografia, reżyseria, produkcja to: Bob Fosse, Michael Bennett, Harold Prince, Mel Brooks czy Andrew Lloyd Webber. jak widać, ja to najchętniej stary Broadway :)
|
![]() Blog BJJM by Janyugo is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License. |