Blog > Komentarze do wpisu
Ljubljana
Będzie powoli - mam nadzieję - kronika chronologicznie odwrotna. Najpierw byłem tydzień tam, potem trzy dni owam, a na koniec mi się nie chciało. Albo przysypiam. Owam to Ljubljana, miasto na południowych krańcach naszego CK imperium. Habsburgów może i nie ma, ale co niektóre sznyty zostały.

W Słowenii nie zdarzyło mi się być, gdy jeszcze nie byłą zagranicą. Pojechałem tam dopiero z 5 lat temu na tydzień do Bledu, mocno widokówkowego miasteczka. Góry. Wśród gór jezioro. Na jeziorze wyspa. Na wyspie kościół.

Dokoła Bled, hotele i drożyzna.

Potem dzień czekałem w Ljubljanie na samolot. Trochę zwiedzałem. Zapamiętałem dwie rzeczy. Pierwsze, że w sobotni wieczór szukaliśmy z towarzystwem jakiegokolwiek czynnego lokalu. Czynny lokal to lokal z czynnym czynnikiem ludzkim. Kelnerzy się nie liczą, bo przy braku czynnego czynnika są bezczynni. Z definicji Q.E.D oraz RIP. Czy nie? To myślałem, że jestem w najnudniejszej stolicy świata.

Ljubljana ryneczek

Drugie pamiętam, że w tym hostelu, w którym nocowałem oprócz standardowego wyposażenia - łóżka, stolika, lampki i ścian - był też telewizor. W nim 12 programów, z tego dwa ostre porno. Kanały otwarte. Co kraj, to obyczaj.

Teraz było lepiej. Porno nie widziałem, za to czynnych ludzi, w tym nieumiarkowane ilości hipsterstwa. Najwdzięczniejszy był jeden, co piwo obok pił. Bezbłędna rockabilly stylówka i pod to rower stuningowany jak niski chopper. Szacun. Rowerzystów zresztą też mnóstwo. I stylówek. Oddaję Ljubljanie, że piękne i oryginalne sklepiki można jeszcze zaznać w centrum. Polskie większe miasta, w tym Kraków Europejska Stolica Kultury, to już przecież głównie kebaby i banki.

Ljubljana witryna

Błąkałem się po centrum jedno popołudnie, w sam raz żeby dać się zmoczyć wodzie z nieba. Kolejny dzień, ten roboczy, był słoneczny. Oczywiście. Nic to. Nowe mam wnioski.

1. Da się po serbsku. Myślałem, że starzy zapomnieli, a młodzi nigdy nie znali. Ale nie. Najmłodszy serbskojęzyczny to było jakieś wczesne 20+.

2. Drugi klimat rodzinny to piekarnie z burekiem (burkiem?). Niespodzianka, bo swego czasu w Dalmacji, znacznie bliżej domu, chorwacki kelner oburzony odrzucił moje pytanie: "Ale to bośniackie danie!" Z sąsiadami najlepiej na zdjęciu. Dla niewtajemniczonych, przez analogię: Kebab, który znamy, to zrujnowany oryginalny turecki kebab. Burek, który ja przynajmniej znam, to niezrujnowany oryginalny turecki börek. Poza tym bomba tłuszczowa.

Ljubljana gołębie

3. W autobusie leciało radio ludowe, i wśród dźwiękowych odpowiedników jeleni na rykowisku z terenów całej ex-Yu napatoczyła się też okropna turbo-folk wersja bardzo sympatycznego hiciora Filmu o całowaniu oczu.

4. Drogo (to akurat nie nowe). Chrzanić taką eurostrefę. Za piwo w jednej knajpie dałem więcej niż w Szanghaju, we Francuskiej Ćwiartce, a to był mój rekord. Sześć za sztukę lokalnego. Oj. Ale już w jednej miłej knajpce próbowałem London Pride'a za niespełna 4. (Tu zapowiedź/autoprowokacja do wpisu może na Piguły - namówił mnie na tego bittera jeden Belg, który zawsze pił go po meczach krykieta. I tenże Belg tłumaczył mi zasady tego szlachetnego sportu. Nie, to absolutnie musi być cały wpis).

(Krykiet. Ja pierniczę.)

Ljubljana knajpa

5. Ciężko było znaleźć porządna restaurację. Ale jedna cukiernia, że o ja uch ach. Jakby kto szukał, to pokażę na mapie.

6. Taksówki są generalnie bardziej opłacalne od autobusów. Niewiarygodne a prawdziwe. Bilet na jeden przejazd (przesiadka unieważnia) to 1,20€. Za 2-kilometrową trasę centrum-hotel, w taryfie nocnej, daliśmy 3,5€. Albo lotnisko - kilkanaście kilometrów za miastem. Autobus rejsowy to 4,10 od łepka. My zrobiliśmy zrzutę na vana. 6 osób, 35€ i na pewno dałoby się zejść niżej. Jechaliśmy na gębę, nie taksometr. I jeszcze po drodze trening motocrossu widziałem. Facet skakał mi nad głową.

Ljubljana rower

7. Ljubljanski zamek sam w sobie nieszcególny, ale dobudowali części nowsze i nadzwyczaj sprytnie sklajstrowali je ze sobą. Działał tam jakiś pory talent architektoniczny. Dość rzec, że drugi raz w życiu zwiedzałem WC. No, może nie samo WC, ale otoczenie, zakamarki, wystawę.

Pierwszy raz zwiedzałem WC w 1982, w Sarajewie, w słynnym później z wojny hotelu Holiday Inn. Ależ to był luksus.

Żeby nie kończyć takim profanum, to dla równowagi sacrum. Paolo Coelho i "Weronika postanawia umrzeć, bo nikt nie wie, gdzie jest Słowenia".

Ljubljana buty


Czy wiesz, że:

w starożytności właściwie nie zdarzało się, że teksty czytano po cichu? Zapis był podstawą pod deklamację. A jak Ty korzystasz z książek?

Cytat numeru:

Jak powiedziałem mamie, że straciłem wiarę, to kazała mi pójść do kościoła i się z tego wyspowiadać.

środa, 18 kwietnia 2012, janyugo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
naturegirl
2012/04/26 02:05:07
Ja kiedyś nie wiem do dzisiaj jakim cudem wylądowałam na jakimś jouth evencie, jakieś spotkania się odbywały w Brdo, ale mieszkaliśmy w Liublianie, też szukaliśmy tam knajp z marnym skutkiem :))
Finał całej imprezy odbywał się na zamku, jakieś były koncerty i takie tam, i nawet ówczesny burmistrz słoweńskiej stolycy ściskał mą dłoń. Był na tak ostrej bani że witał się i bratał ze wszystkimi dosłownie, chyba nawet bez większego zważania na płeć :)
A burek w Chorwacji jadłam jak najbardziej bez żadnego problemu, w Splicie chyba jak się nie mylę.
-
konferencyj
2012/05/01 10:19:36
Tak też kojarzę te wypady do tego miasta. Ciekawa kultura i wiele przygód, które mnie tam spotkały sprawiają, że wspominam tą miejscowość do dziś.
-
Gość: papierowa, *.home.aster.pl
2012/05/22 15:39:06
Strasznie dużo literówek jak na Ciebie, miszczu. A poza tym już wiem, że mnie nie słuchałeś zbyt uważnie zeszłej wiosny, bo inaczej owymi burkami zdziwiony byś nie był. Z syrem, z mięchem, z jabcem, ze szpinokiem... ślinka cieknie.

A buty to już chyba stały element krajobrazu miejskiego ;)



Creative Commons License
Blog BJJM by Janyugo is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License.