Blog > Komentarze do wpisu
Pojednanie w Bośni
Po czasie, ale tryptyk skończę. Przypominam, chodziło o trzy książki zakorzenione w wojnie w ex-Yu. Było o rozterkach sumienia fotoreportera wojennego, potem o dzielnych amerykańskich chłopcach ratujących bałkańskich dzikusów. Dziś reportaże Slavenki Drakulić, chorwackiej pisarki i dziennikarki. "Oni nie skrzywdziliby nawet muchy. Zbrodniarze wojenni przed Trybunałem w Hadze."

Zbrodnia

Co czyni człowieka zbrodniarzem? Kiedy się nim staje? Dziczeje pod wpływem tego, co spotyka go na wojnie czy daje mu ona tylko okazję do realizowania swych czarnych potrzeb? Te pytania brzmią już strasznie banalnie, gdy je rozpatrywać teoretycznie. Gdy jednak staniemy naprzeciw konkretnych ludzi, jak zrobiła to Drakulić, odczuwamy bezradność. Nie stworzy psychologicznego portretu zbrodniarza wojennego autorka ani ja, czytelnik jej książki. Rozumiem jednak, co ma na myśli pisząc, że wojny nie biorą się z niczego, że trzeba je przygotować. Potrzeba do tego trybików, małych i dużych. 

Poznajemy więc ludzi, których nie łączy chyba nic poza tym, że popełnili czyny, które zaprowadziły ich - albo powinny - do Hagi. Slobodan Milošević, politykier, który cudzymi, zakrwawionymi rękami zdobywa i utrzymuje władzę. Ratko Mladić, kat Srebrenicy, dowódca z pierwszej linii frontu, silny i uwielbiany obrońca narodu, zapewne dumny ze swej odwagi czynienia tego, co uznaje za słuszne. Jego zastępca, generał Radislav Krstić, tchórz i oportunista. Niedawno trafił na czołówki polskich mediów, bo miałby odsiadywać resztę wyroku w naszym kraju po tym jak prawie zabił go muzułmański współwięzień. l dalej: Drażen Erdemović, człowiek, który miał być żołnierzem, a ku swojemu przerażeniu został egzekutorem oraz Radomir Kovač, ten dla odmiany pozbawiony wyrzutów sumienia sadysta i pedofil. Mirko Norac, nikt, któremu mundur dał szansę być kimś. Kobiety: skruszona przywódczyni bośniackich Serbów Biljana Plavšić oraz Mirjana Marković, żona Miloševicia, księżniczka ze swojej własnej bajki.

Wreszcie może najbardziej tajemniczy ze wszystkich Goran Jelisić, cichy, uczynny, sympatyczny chłopak, który strzałami w tył głowy zabił około setki osób. Mundurowy z tego obrazu:

Goran Jelisić

Mężczyzna w ciemnej kurtce kuli się, jakby mogło mu to w czymkolwiek pomóc, jakby strzał mógł przejść bokiem. Fotograf cyka całą serię. Na kolejnym zdjęciu Muzułmanin już wali się na ziemię. Ciekawe, czy Jelisić wiedział, że ma za plecami reportera? Czy go to cokolwiek obchodziło? A może czekał na pierwsze kliknięcia migawki, by dać dobry materiał?

Proces

Nie ten w Hadze, choć Drakulić spędza tam długie dni, wpatrując się w twarze oskarżonych, próbując wyczytać w nich, w ich postawie i mimice, jakieś emocje, myśli czy cechy charakteru, które pozwolą jej zrozumieć, co się stało. Denerwuje mnie to. Co to za różnica, czy oni brzydcy czy ładni, czy widać w ich zmarszczkach zapowiedź zbrodni czy raczej wyglądają jak każdy.

Myślę o nieformalnych procesach, które toczą się w ojczyznach tych ludzi. Pierwszy reportaż w zbiorze nazywa się "Scenariusz samobójstwa". Jego bohaterem jest Milan Levar, chorwacki oficer, który dąży do ujawnienia prawdy i skazania winnych mordu na Serbach w jego rodzinnym miasteczku. Władze, również te najwyższe, nie chcą go słuchać. Sąsiedzi chcą, by milczał. Zagrożeni ślą ostrzeżenia. Dwaj koledzy Levara rozumieją je i uciekają za granicę. Levar uparcie walczy i dociera do Hagi jako dobrowolny świadek. W 2000r. zabija go bomba. Sprawcy do dziś nie zostali odnalezieni. Wątpliwe, by kiedykolwiek ich znaleziono. Dla zbyt wielu osób, także tych stojących z boku, Levar był zdrajcą.

Widzę to w Serbii. Dla wielu osób ci mordercy są bohaterami. Innych trudno uwielbiać, więc się ich wstydliwie przemilcza. Mogą być obecni w życiu publicznym, ale nie dyskutuje się np. pochodzenia ich majątków. Gdy ktoś jednak drąży temat i nazywa pewne rzeczy po imieniu to może mieć wrażenie, że odbierany jest to jako brak patriotyzmu, może nawet zaprzaństwo, a co najmniej faux pas. Bo może i tak, zabijał i gwałcił, ale co - ci z drugiej strony byli lepsi?

Kara

Jestem człowiekiem, który woli wiedzieć niż nie i dla którego ignorancja nie jest dobrą ceną za spokój ducha. Może jednak wolałbym nie doczytać książki Drakulić do końca.

Jej bohaterowie siedzą w tym samym więzieniu. Spotykają się, rozmawiają. Raczej nie ma incydentów. Przeciwnie - gdy ktoś dostanie paczkę z kraju dzieli się przysmakami ze wszystkimi. Gotują sobie wspólne posiłki. Rozgrywają mecze, jak rozumiem w drużynach mieszanych, nie narodowych. Zaprzyjaźniają się.

Na filmiku, który linkuję, zobaczymy wspominanego tu Gorana Jelisicia, Serba oraz Esada Landżo, Muzułmanina, który torturował i gwałcił serbskich jeńców. To, co tam usłyszałem pozostawia mnie w poczuciu absolutnej bezradności.

Moje tłumaczenie:

LEKTORKA: W międzyczasie w areszcie Trybunału Jelisić zaprzyjaźnił się z Esadem Landżo, byłym strażnikiem w obozie w Celebici, osądzonym za zbrodnie nad serbskimi więźniami, i dał sądowi świadectwo jego dobrego charakteru. Przy tej okazji Jelisić wyraził zatroskanie swoje i swoich znajomych z aresztu z powodu wolnego przebiegu procesu pojednania w domu, czyli w Bośni i Hercegowinie.

JELISIĆ: Była jedna dyskusja o tym, żeby ta instytucja, Trybunał, za naszym pośrednictwem powinno się doprowadzić do trwałego pokoju w Bośni i Hercegowinie. Więc później my wspólnie siedliśmy i doszliśmy do wniosku, że my tutaj pokój osiągnęliśmy, tylko jak go osiągną ci tam u nas, to na martwi.

Jasna cholera. Oni - mordercy, kaci i gwałciciele - pogodzili się. Teraz pochylą się z troską nad zgodą mordowanych, katowanych i gwałconych.

piątek, 26 października 2012, janyugo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: zijuantanejo, *.ists.pl
2012/10/27 23:06:43
Nowy wpis cieszy :)
Nie rozumiem co Cię tak finalnie oburza? Że psychopaci piją sobie teraz z dzióbków? Można powiedzieć: sukces systemu penitencjarnego, powierzchniowo się zresocjalizowali...
-
janyugo
2012/10/28 09:10:24
To nie oburzenie, raczej szok i bezradność, i nie z wcześniejszej nieświadomości pewnych zjawisk, tylko z ich skali.
To, myślę, w większości nie są cynicy. Oni na poważnie martwią się, czy będzie zgoda.
-
Gość: zijuantanejo, *.ists.pl
2012/10/28 12:16:07
Ja też ich nie podejrzewam o cynizm, raczej znajduje go w swoim podejściu do tego. Natomiast ich "jednanie" się to jeszcze jeden dowód na to jak głęboko są zaburzeni. Dla Jelisica et consortes gdzieś głębiej, na poziomie odruchu nie ma różnicy między podaniem Ci ręki a strzałem w głowę. Zdjęcie, które wkleiłeś jest bardzo znaczące - gdybyś nie dopisał finału pomyślałbym, że to wizja lokalna w trakcie procesu, że to utrwalenie makabrycznej zabawy samców w woju. Ale tu nie - cichy, uczynny i sympatyczny chłopak robił to jakby miał poklepać po plecach. Nieprzypadkowy znak równości.


Creative Commons License
Blog BJJM by Janyugo is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License.