Blog > Komentarze do wpisu
Weekend w stylu vintage
Weekendy nie są już tym, czym dawniej bywały. A jeśli są, to dwa tygodnie to przeżywam. Jakbym nie przeżywał, to już bym zapomniał o wpisie. Ale z poczucia obowiązki i z ciszy w domu będzie o hałasach, wyprawie na stare śmieci, mrokach poranka oraz o tym, jak wylądowałem w łóżku z innym facetem.

Wszystko pod pretekstem Balkan Beat Box, którzy z Bałkanami mają umiarkowanie wiele wspólnego. Gdyż to, panie, żydy som. Na wstępie, dla niezorientowanych, to jest takie skoczne granie:

Zastanawiam się, gdzie o nich najpierw usłyszałem. Stawiam, ale nie wielkie pieniądze, na pana Gtshelby, bo od niego sporo słusznej muzyki przejąłem. Od początku miałem przekonanie, że na ich koncert konieczne muszę iść, bo to nie jest żadne Sigur Ros tylko żywi ludzie. Częściowo już mi się kiedyś udało, bo Ori Kaplan, saksofonista i jeden z liderów, grał w Krakowie DJ-ski wieczór. Pisałem o tym i, o, niespodzianka odzyskania wspomnienia, całkiem fajnie przetłumaczyłem fragment „American Wedding” Gogol Bordello.

Usłyszałem zatem, że BBB będą występować w mieście Kraków, ponegocjowałem i wyruszyłem. Po przyjeździe plan dnia najpierw obejmował kwestie służbowe u kolegi Szymona. Na tym mój przyjazd zrobił tak niesłychane wrażenie, że aż wyciągnął rum, wskutek czego poczułem się przygotowany do koncertu. Następnie zorientowałem się, że ten zaczyna się godzinę później niż myślałem, więc udałem się żwawym krokiem na nieodległy Kazimierz w celu, jak mawia wspomniany Gtshelby, osiągnięcia koincydencji lokalno-temporalnej z tymże. On z jeszcze dalsza dotarł, więc należało go uszanować towarzysko. Przy tej znakomitej okazji odrobinę udoskonaliłem swoje przygotowanie do koncertu.

Potem pojechaliśmy na salę. Tam jeszcze trwał pusty przebieg, więc przenieśliśmy się na bar. I tu poczułem się, jak za niepamiętnych lat mojej młodości (copy: Olorin a.k.a. Gandalf). Nie dlatego, że śmierdziało piwem i studentami, ale dlatego,  że wszędzie byli znajomi, zapowiedziani i niezapowiedziani. Był Grzesław, słomiany wdowiec; Darcia, którą (jakże oryginalnie) poznałem w kawiarni w Isfahanie; Agnieszka od bluesa poznana przez Darcię no i cała masa Architektów. Do tego skocznym krokiem przytulił się do mnie naczelny znanego portalu podróżniczego, który najwyraźniej intensywniej ode mnie gotowił się do koncertu i bardzo był z życia zadowolony. A z nim Łysy Brat i inne ludzie, w tym taki, co mi dał 24 lata, choć siwych włosów zauważalnie przybywa. 

Grać dalej nie grali, choć zapowiedziane były dwa supporty. Warsaw Balkan Madness chciałem sprawdzić, drugi jakiś nieznany mi wcześniej soundsystem. To się dalej szykowałem.

Jak już zaczęli to się nie krępowałem tylko wskoczyłem i tańcowałem póki grali. Nie można się nie bawić, jak w zespole są dwa saksofony i dwie perkusje. Nawet jeśli w ramach konferansjerki dużo się modlimy o pokój i złe dusze polityków. To jest takie prawo natury. 

Po dwu bisach oni zeszli a pojawił się soundsystem. Siedem osób, którym się po gwieździe chciało zostać na parkiecie, i tak pewnie kombinowało, gdzie tu lepsza impreza. Nasza była znów na Kazimierzu. Pozbieralim pana Radka. Potem transfer w stronę Rynku. Ktoś chciał sprawdzać jeden lokal dla artystów, ale ludzie obdarzeni nosem przegłosowali rezygnację z pomysłu. Gdyż kiedy artyści chronią się tłumnie w ciasnym lokalu przed rześkim powietrzem jesieni i tam w tym lokalu piją, palą i ruszają pachami, to przy drzwiach powstaje woń kontrastu. To nas pan Radek zaprowadził do knajpy, gdzie przebywają ludzie, którzy się za parę lat w artystów zmienią. One mogłyby być Twoimi córkami, panie Radku! Ale nie za bardzo zwracałem uwagę, bo już byłem w nastroju błogim. Tu niestety znów zaobserwowałem, że nam się z Gtshelbym rozmijają kierunki potrzeb dyskusyjnych. Ja mam skłonność do intelektualizowania na trzeźwo, lekko wzrastającą na lekkim cyku, a przy dalszym postepie zanikającą. Kolega natomiast odczuwa chęć rozstrzygania życia w momencie, gdy mnie obchodzą już jedynie tematy chłopków-roztropków. Czyli dupa Maryni, ewentualnie Liga Mistrzów.

Potem zaczęło świtać i polazłem na mieszkanie pana Radka przenocować, czy raczej przeporankować. Jedno łoże, ale obyło się bez pieszczot. Raz że, jak to mówią, whisky dick, a dwa, że nie lubię seksu z ludźmi, u których penis jest większy od cycków. Radek nastawia budzi, a ja na to że po co, a on że dopiero na południe, a ja że nie ma sensu, bo wstaniemy wcześniej. No i nie miałem racji.

Zabawna była zabawa.

piątek, 09 listopada 2012, janyugo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/11/13 10:09:35
ja po prostu mysli wielkiej sie bojam i bez jednego (... no dobra, nie-jednego : ) na kuraz bym sie nie odwazyl sucha stopa po egzystencjalnym bagnisku poruszac ...

poza tym przy panu Radku o dupie Maryni nie wypada, chyba ze wierszem : )
-
2012/11/18 21:44:06
W tym Balkan Beat Box odnajduję elementy dancehallu, pewnie przez toporny akcent i ciężki wokal. Spiratuję i sprawdzę, czy da się zatańczyć.
-
janyugo
2012/11/20 20:03:11
Dancehall jak należy, a i owszem

@shelby: przeceniasz/nie doceniasz pana Radka. Z nim zdecydowanie da się o dupie Maryni gadać. Poezja owszem się przydaje, ale można symulować. Chłop nie umi rymować, więc można udawać to białe.


Creative Commons License
Blog BJJM by Janyugo is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License.