niedziela, 06 maja 2012
Bestyjce
Nie będę udawał, że jestem wielkim fanem Beastie Boys. Myślałem np., że Adam Yauch wymawia się z "cz" na końcu. Ominęła mnie też informacja, że ma raka. Mimo to wiadomość, że zmarł, zrobiła mi przykrość jak mało która podobna w ostatnich latach. Bo to fajny facet był.
środa, 18 kwietnia 2012
Ljubljana
Będzie powoli - mam nadzieję - kronika chronologicznie odwrotna. Najpierw byłem tydzień tam, potem trzy dni owam, a na koniec mi się nie chciało. Albo przysypiam. Owam to Ljubljana, miasto na południowych krańcach naszego CK imperium. Habsburgów może i nie ma, ale co niektóre sznyty zostały.
wtorek, 27 marca 2012
Honorowo
Pojedynek jest to walka dwóch osób honorowych, prowadzona bronią równą a zabójczą, pod z góry umówionemi warunkami, w obecności zastępców i kierownika walki, podjęta dobrowolnie, za sprawą prywatną, ugruntowana wyzwaniem. Jeżeli jeden z walczących został ranny, a faktu tego kierownik nie zauważył, winien raniony odskoczyć w tył ze słowami: „Jestem zraniony!”. Jeżeli jeden z walczących sądzi, iż zadał ranę przeciwnikowi, winien odskoczyć w tył, wołając: „Zdaje mi się, raniłem!”.
sobota, 24 marca 2012
Gore
W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od 1996 roku udałem się na koncert punkowy. Wtedy to było No Means No. Z czasów licealnych miałem wizję, że bycie punkiem polega na piciu jabola, biadoleniu i słuchaniu muzyki w 90% na jedno, mało ogarnięte kopyto (tu ukłony dla The Clash). Wizualnie też mi kompatybilni nie byli. Na NMN trafiłem z przypadku, bo kumple namawiali i bilet był tanio z odzysku, a datę zapamiętałem dość dokładnie, bo relacja w gazecie dzień później była zilustrowana jakimś miotającym się długowłosym, z gęby zupełnie do mnie podobnym. Moje Pierwsze Długie Włosy to był właśnie czas 1995-97.
poniedziałek, 19 marca 2012
Kloss
Zaryzykowałem polskie kino rozrywkowe, bo mi wpadło jednym uchem, a i drugim, że ten nowy Kloss to jest przyzwoity produkt. Pomyślałem: Co tam, spróbujemy. Nie z nostalgii, bo klasyczną „Stawkę...” widziałem po łebkach i bez szczególnej namiętności, ale z zainteresowania, jak się w Polsce kręci filmy do zabawy bez robienia obciachu.
środa, 14 marca 2012
Lekcja hiszpańskiego
Czasem mnie ludzie pytają, jak ja się dogaduję w tych swoich podróżach. To mniej skomplikowane, niż się wydaje. Parę słów w języku tubylczym, parę uniwersalnych angielskich (dolar, coca cola), machanie rękami i odrobina inteligencji w domysłach, co robi druga strona. Da się. Może nie o Wittgensteinie dyskutować, ale o kotach i miłości już tak. Zaraz wyjaśnię ten przykład.
wtorek, 13 marca 2012
Cholonek
Znów po śląsku będzie, ale to nie z przyczyn politycznych, tylko tak wyszło. Ukończyłem mianowicie Janoschowego „Cholonka”, co go napocząłem jeszcze chyba łońskiego roku. Tyle, że potem mi się zaczęła lektura, że tak to ujmę, buforować, aż przedwczoraj, w ramach leniwej niedzieli, szarpnąłem na raz. Tak to różnie w życiu bywa, jak by powiedziała Świętkowa.
sobota, 03 marca 2012
Róża
Jakiś czas temu miałem dyskusję z fanką oraz fanem Smarzowskiego. Sam raczej siedziałem cicho, bo widziałem tylko "Dom zły", a to za mała próbka, żeby się znacząco wypowiadać o całej wówczas dwudziełowej twórczości reżysera. Wiem na pewno tyle, że facet jest nie ma przebacz, czym mnie i przed "Różą" straszyli. Podobno ostrzej niż wcześniej.
czwartek, 23 lutego 2012
Boss wiecznie żywy
"Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym". Perfect zaśpiewał to o 10 lat za późno i, co gorsza, nie była to piosenka pożegnalna. Niestety, przeważnie jest tak, że muzycy przekraczają swój własny termin spożycia. Nawet niekoniecznie gubią talent, po prostu wszystko już o nich było. Tym bardziej więc szacunek dla Bossa za umiejętność napisania hiciora, który nie ustępuje tym sprzed pół wieku.
środa, 15 lutego 2012
Def Jam Poetry
Przy pisaniu, a nade wszystko researchu do poprzedniej notki przypomniał mi się Def Jam Poetry. To program, który w latach 2002-07 leciał na HBO i był może bardziej radykalny od tych wszystkich seriali, z których zasłynęli. No bo proszę Was - poezję ludziom puszczać? Poezję? Organizował to Russell Simmons (biznesmen, który rozkręcał hip-hop), a prowadził Mos Def, raczej uznany raper. Ale tu nie chodziło tylko o HH, choć wszyscy slamerzy, których tam słyszałem, potrafili rymować i mieli poczucie rytmu.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45


Creative Commons License
Blog BJJM by Janyugo is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License.