piątek, 09 listopada 2012
Weekend w stylu vintage
Weekendy nie są już tym, czym dawniej bywały. A jeśli są, to dwa tygodnie to przeżywam. Jakbym nie przeżywał, to już bym zapomniał o wpisie. Ale z poczucia obowiązki i z ciszy w domu będzie o hałasach, wyprawie na stare śmieci, mrokach poranka oraz o tym, jak wylądowałem w łóżku z innym facetem.
sobota, 26 maja 2012
Ben Caplan
Weekend w mieście, po dłuższej przerwie. Trzeba się przypomnieć koleżeństwu, bo na pewno tęsknią. Robimy więc z Grzesławem wieczór słomianego wdowca. On mówi, że jest jakiś festiwal w Krakowie. Ja, że zrobię badania rynku. Te wykazują, że będzie tłum młodzieży modnie wystrojonej i ze słusznymi poglądami, czyli pasujemy. Muzycznie wykonawcy na tyle mało znani, że się można wylansować poznając ich. Też pasujemy. Decyzja moja, idziemy na Bena Caplana. Jutuba mi jasno przekazuje, że najlepszy z zestawu i że będzie dobrze. Co będę czarował, znowu miałem rację.
sobota, 24 marca 2012
Gore
W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od 1996 roku udałem się na koncert punkowy. Wtedy to było No Means No. Z czasów licealnych miałem wizję, że bycie punkiem polega na piciu jabola, biadoleniu i słuchaniu muzyki w 90% na jedno, mało ogarnięte kopyto (tu ukłony dla The Clash). Wizualnie też mi kompatybilni nie byli. Na NMN trafiłem z przypadku, bo kumple namawiali i bilet był tanio z odzysku, a datę zapamiętałem dość dokładnie, bo relacja w gazecie dzień później była zilustrowana jakimś miotającym się długowłosym, z gęby zupełnie do mnie podobnym. Moje Pierwsze Długie Włosy to był właśnie czas 1995-97.
wtorek, 09 sierpnia 2011
OFF
Pojechałem sprawdzić muzykę, gdyż lubię również tę, której jeszcze nie słyszałem. Trzy dni rozrywek z przerwami na deszcz. Leciało jak następuje:
wtorek, 19 lipca 2011
Colours of Ostrava
Zapowiedziałem tu kiedyś, że nie jadę w tym roku na Open'Era, za to, po chyba 7 latach przerwy, ruszam tuż za granicę, na Colours of Ostrava. No i pojechałem. Deficytowo trochę, bo mi się wszystkie towarzystwo powykruszało i zostałem sam, ale przemyślałem sprawę i uznałem, że może to i nie idealna kompania, ale całkiem znośna. Tyle lat daję z nią radę, to i te parę dni wytrzymam. Zatem, dziś o przewagach Colours, choć właściwie dysonansu pozakupowego nie musiałbym redukować.
poniedziałek, 23 maja 2011
Koziorze live
Słyszałem hardcore'a granego na fujarce i znów mi się granice przesunęły. Gdy studenci , niech im ziemia lekką będzie, gromadnie oddawali się pijaństwu i T.Love na żywo ja z okazji Dni Kultury Rumuńskiej udałem się posłuchać Zdob Si Zdub. O kapeli już tu nieraz było, więc się nie będę powtarzał. W skrócie: koziorski rock.
niedziela, 05 grudnia 2010
High Tone na rozgrzewkę
Wpis pod tytułem "odzyskamy flow". Najpierw było tak, że dał mi ząb do wiwatu. W ramach urozmaicenia - nadchodzą intymne szczegóły - zrobił mi się ropniak. Potwierdzam, że znieczulenie nie do końca daje radę ze skalpelem w dziąśle. W mym życiu minuta pełna wrażeń. Do tego, zwycięska passa, zeskoczyłem z roweru paszczą do frontu. Szczęśliwie skończyło się jedynie na ubytkach materialnych, nie fizjologicznych. Potem pojechałem w oddal. Nazbierałem materiału, sprawdźmy, czy go umiem na klawiaturę spuścić. Na rozpoczęcie, koncert, którego miałem nie opisywać, ale zrobiły się z tego dwa koncerty, więc jest coś streścić. High Tone.
środa, 10 listopada 2010
Drogi blues, tani student
Ponoć chodzą głosy, że się ostatnio nie da zrozumieć wpisów na tym blogu, w związku z czym jest rada, żeby (jeśli nie chce tracić czytelnictwa) pouprawiać trochę komerchy. Widzę uzasadnienie i do pierwszego, i do drugiego. Inteligentny, przystojny, a przy tym uczynny, to taka moja najbardziej charakterystyczna cecha. Poza tym odeprzeć sugestię niewiasty to już krawędź mej męskości, a dwie to u-haa. Zatem piszę na temat pożądany i w stylu pożądanym (o tyle, o ile, mącić szykiem przestawnym nadal będę, o właśnie teraz, teraz właśnie)
środa, 27 października 2010
Wzruszające śpiewy
Zagłębiłem się wczoraj w odmęty sztuki. Nie potrafię za bardzo jednym przymiotnikiem określić jej natury, bo nie chodzi o Kraków ani ambicje, ani wyrafinowanie. Wyrażę się zatem szerzej, potem. Na dzień dobry powiem tyle, że to było w "Stalowych Magnoliach". Kto wie, wie. Kto nie wie, wyjaśniam: dżez, secesja i pierwsza strona w karcie nazywa się bąbelkowe menu, albo jakoś tak i jest po 200-300 za butelkę. Czego się nie robi dla towarzystwa.
niedziela, 24 października 2010
Unsound
O 14 Shelby pojechał w swoje strony, ja przerzuciłem się na Kazimierz i próbuję nasterować mózg na jakieś akceptowalne tory, ale słabo. Sunday afternoon po bacie rozmemłane. Wszystko przez modne bale. Trudno, chciałem być hipsterem, to mam. Gdyż Unsound to jest znany festiwal i pozwala się orientować, podobno, oraz lansować. Poza tym skoro mnie koledzy z odległości wizytują to się godzi zaprezentować z odnajlepszej strony.
 
1 , 2 , 3 , 4


Creative Commons License
Blog BJJM by Janyugo is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License.