środa, 18 kwietnia 2012
Ljubljana
Będzie powoli - mam nadzieję - kronika chronologicznie odwrotna. Najpierw byłem tydzień tam, potem trzy dni owam, a na koniec mi się nie chciało. Albo przysypiam. Owam to Ljubljana, miasto na południowych krańcach naszego CK imperium. Habsburgów może i nie ma, ale co niektóre sznyty zostały.
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Zagrzeb - Berlin
To już więcej jak miesiąc mija, jak byłem na objeździe po miastach wymienionych, ale że to z roboty, to wycieczka nie dostarczyła pełni wrażeń. Ale co tam, parę rzeczy można spisać. Bez większego związku temat z tematem, raczej pigularnie, ale nie mam treści na spójny szkic teoretyczno-literacki. Nawet ja tyle wody lać nie dam rady.
niedziela, 09 października 2011
Ludzie bluesa
Zrealizowałem plan od lat nierealizowany. Zebrałem się i pojechałem, z Grzesławem, na Rawę Blues Festival. Blues to dla mnie źródło wielkiego dobra, ale kontakt z formą czystą mam raczej rzadki. Zatem poszerzanie horyzontów, a że te na razie wąskawe, to i słabe kompetencje do krytyki muzycznej. Jeden z powodów, dla których ten wpis ląduje w kategorii „w drodze”, a nie "koncert". Udałem się do innego świata.
poniedziałek, 26 września 2011
W 8 godzin dookoła Giewontu
Dramatyczne przygody rycerza Głupiego Jaśka, powieść graficzna.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Tour de Benelux
Nie było mnie tu bo byłem gdzie indziej, a konkretnie to udałem się na cywilizowane wakacje w krajach z nieustającym dostępem do ciepłej wody. 10 dni tam, dookoła i z powrotem. Amsterdam - Haarlem - Antwerpia - Luksemburg - Bruksela. Wszystkiego w jednym wpisie nie zmieszczę, więc tylko pięć rzeczy ogólnie tam dostępnych, które zapamiętam na dłużej. A poza tym mam zamiar rzucać na Piguły krótkie ścinki ze zdjęciami w najbliższych dniach.
piątek, 24 czerwca 2011
Przysmaki z bagażnika
Wróciliśmy ze Starego Kraju z pełnym bagażnikiem. A jakże. Wybaczyli nam to jednak nawet węgierscy celnicy, a ci, powiada mi doświadczenie, to groźna kategoria. Większym niż węgierscy celnicy wyzwaniem dla spokoju ducha są jedynie węgierskie celniczki (i hinduscy mundurowi z wąsem, ale to inny krąg kulturowy). W każdym razie dziś wpis kulinarny, przy czym ten ostatni przymiotnik weźcie w cudzysłów. Wyjaśni się, jak w dalszej części natraficie na „przypomina”, „coś jakby”, „nie wiem, jak sie to robi, ale...” albo inne pokrewne sformułowania. Grunt, żebyście poczuli serbską kulturę żywieniową na podstawie wyboru dokonanego przez opuszczających kraj ex-patów.
środa, 22 czerwca 2011
Dobre pożegnanie
Dziś wesoły wpis o pogrzebie w rodzinie. Ponieważ na inaugurację BJJM-a zapowiadałem, że się nie będę z życia osobistego zwierzał wrzucam go w kategorię "w drodze", jako ogólnorozwojowy reportaż z prawosławnych serbskich tradycji. Możliwe, że łapię czytelnictwo na łatwe wzruszenia. Bardziej możliwe, że u mnie w rodzinie - co już tu kiedyś pisałem - rozmawia się o zmarłych, przy zmarłych i ze zmarłymi. Dobra rzecz, dobre opowieści. Ja zaś po babci płakałem i jeszcze pewnie przy wspomnieniach zapłaczę, ale też myślę, że dobrze odejść tak, jak ona.
sobota, 09 kwietnia 2011
Podróżnik w szponach KGB
Wróciłem. Żyję, ale co to za życie. Pospałbym. Tymczasem jeszcze o hardcore'owej egzotyce, nie żadne Katmanda, Chitwany i Annapurny. Prawdziwie szokujących doznań doznałem dopiero w drodze powrotnej. Na brak ciepłej wody, odciski na stopach, przedwieczne autobusy czy posiłki z zaułka jestem nerwowo przygotowany, ale na poważnych ludzi najwidoczniej nie.
niedziela, 03 kwietnia 2011
Katmandu i Boudha
Pozegnalna relacja na zywo zanim mnie ostatni zachod slonca w Nepalu dopadnie. Wydaje reszte pieniedzy na blog, zamiast na piwo. Wlasciwie nie najglupsze rozwiazanie. W ostatniej notce wspominalem, ze na ktamandzkiego gospodarza czekam? Oj, sie porobilo. Bo czekalem, czekalem, zjadlem sniadanie, zadzwonilem, robi jakies wybory. Dobra o czwartej.
sobota, 02 kwietnia 2011
Bhaktapur
Sie relaksuje od Katmandu, zanim pojde szukac mojego gospodarza na dwa ostatnie dni. Zatem o Bhaktapur, ktore jest innym miastem niz Bandipur, choc sie tak samo nazywa. Wybaczcie zamieszanie, przynajmniej nie wspominam o Bharatpur. Przez wiekszosc swego czasu dzisiejszy Nepal to byl teren tysiaca drobnicowych krolestw. Najbogatsze lezaly w dolinie Katmandu: to wspolczesne Katmandu, Patan i wlasnie Bhaktapur. Rzadzili nimi krolowie z dynastii Malla, jak wszedzie widac zasluzeni mecenasi sztuki. Pomimo jednak, ze byli ze wspolnegop pnia i ze ich siedziby miescily sie o kilka, kilkanascie kilometrow od siebie, prali sie nieustannie. Gdzies w polowie 18. wieku, dalej na zachodzie, jeden inny krol, od gorali Gorkow, spral wszystkich. Potem ruszyl na wschod i skorzystal, gdzie trzech sie bilo. Tak powstal zjednoczony Nepal. Tyle historii, Bhaktapur trzyma sie mocno czasow sprzed Prithvi Narayana Shaha, unionisty.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8


Creative Commons License
Blog BJJM by Janyugo is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska License.